poniedziałek, 25 stycznia 2016

Czapka Star Wars

Fanem Star Wars nie jestem. Z zaciekawieniem obserwowałam całą aferę w grudniu z okazji nowej części, ale mnie to lotto ;) Co nie znaczy, że czegoś tam nie lubię np. ooooo tego :)


Ale czego się dla koleżanek nie robi, a właściwie ich dzieci ;) Zrobiłam taką oto czapę...


Kto wie o co chodzi to wie, kto nie wie to i tak nie zrozumie :D


Merida wygląda w niej bosko, aż żal było wysyłać ;) Moje dzieciaki w tym rozmiarze się na szczęście nie mieszczą... Ale dla nich uszykuję też coś specjalnego. Złapałam bakcyla uszatkowego... A tak w ogóle to oba mają takie same obwody główek. A dwa lata różnicy... Chłopaki to jednak jakieś bydlaki ;)

niedziela, 24 stycznia 2016

Wisiadełko

Jedne kobiety mają stosy butów. Inne torebek. Jeszcze inne jakieś tam inne fetysze. Ja mam deski ;) Deski w różnych wielkościach i gatunkach drewna. Musi być dużo, bo jak się zbliża ku końcowi to jestem chora. To samo tyczy się śrubek, nakrętek, gwoździ, haczyków, przekładek, zawieszek obrazów i innych takich co se można na kilogramy nakupić i zawsze "kosztowało 10 groszy! Czemu taki duży ten rachunek?!" Bo jak człowiek ma wizję, to musi skierować swe kroki ku odpowiedniej półce/szufladzie i musi stamtąd wyciągnąć wszystko co potrzeba. I nie daj Panie Boże jak zabraknie jednej sztuki...
Tym razem zmajstrowałam sobie wieszaczek do biżuterii. Bo w sumie nie miałam żadnego sensownego miejsca na nią. O ile jeszcze kolczyki mają fajne miejsce to wisiorki już wcale, a coś czuję, że niedługo ich przybędzie (dzieci coraz większe, nie będą może już urywać ;)


Najgorsza robota to wkręcanie haczyków. Sosna, to poszło ekspresem i gołymi paluchami. Ale drogo to wychodzi patrząc, że metoda ma być tania i szybka...


Potem pomyślałam, że równie fajnie mogą wyglądać zwykłe, kolorowe spinacze okręcone np, na strzale (gdzie ten mój Mąż kołczan upchnął?...;) i zawieszone na drzwiach. To to sobie do witryny dokręciłam. Znaczy Mąż mi ;)
Tak tylko mi czegoś brakowało i pomazałam na turkusowo...


I nie jestem pewna, czy lepiej czy gorzej, ale wisiorki wiszą i o to chodziło ;)

sobota, 23 stycznia 2016

Święta nie zaskoczą mnie! ;)

W sumie to już jakieś wielkanocne rzeczy oglądałam przed Bożym Narodzeniem... A się zawsze dziwiłam babkom, co to już w wakacje zaczynały coś działać na B.N. ;) Więc je pobiłam, bo jeszcze stare ozdoby nie pozdejmowane, a już zaczynam kolejne ;) Akurat mam pomarańcze regularnie dostarczane dzieciakom, więc wycinam sobie gwiazdki...


I robię sobie jaja. Na dodatek kosmiczne ;)


Jak je zrobić macie TU. Nie czytałam dokładnie opisu, pooglądałam sobie zdjęcia i na ich podstawie robiłam (efekt chyba marny, bo Mama się nie domyśliła, że to kosmos...) i się zastanawiam... Akryl się nadaje do pryskania, czy nie? Mam nawet dyżurną szczoteczkę do zębów do takich działań, ale więcej farby było na moich rękach, niż na jajku... No cóż :) Trzeba będzie poćwiczyć ;)

I robi się królicza girlanda, o taka:

źródło: TU
Moja jeszcze nie jest w komplecie, się tnie dopiero ;) Plan jest na coś więcej, ale wiecie jak z planami... Jak się udadzą to pokażę :)

piątek, 22 stycznia 2016

Bałagan

Jestem Panną i to co się mi w domu zadziało zaczyna być dla mnie horrorem jakimś... Od jakiegoś czasu otwieranie szaf to jest taki wyścig z czasem - zdążę to włożyć, a małe potwory nie zdążą nic wyjąć? No i narobiło się syfu... Tak, że nawet nie ma gdzie czegoś na chwilkę położyć, a w swetrach jest nie tylko wiertarka jak u Niebieskiego Grocholi ;)
Staram się powoli chaos ten opanować, bo mi strasznie źle. Bolało, kiedy spadła półka w szafie... Nie fizycznie. Psychicznie, że nawet nie ma jak tego ogarnąć... Ale od czego ma się zachomikowane kartony i koronkę? I znienawidzony różowy akryl... :)


Bałam się przez chwilę, że może stanie się ulubiony jak turkusowy, ale na szczęście nie. To nie ten odcień ;) Ale kartony wyglądają nieźle. 
Popełniłam jeszcze srebrny.


Udało mi się upchnąć cały malarski majdan. Nooo prawie cały ;) Częściowo chaos opanowany. Jestem z siebie dumna :) Została jeszcze jedna półka w tragicznym stanie - jak to ogarnę, to reszta już z górki...

czwartek, 21 stycznia 2016

Dzień Babci

W tym roku Dzień Babci mnie niby nie zaskoczył, ale jednak... Nie miałam pomysłu, myślałam że skończy się na czekoladkach, ale nie :) Na szczęście... Na ratunek przyszedł mi Pinterest oczywiście. Jest to mój autorytet ostatnio. Sorry, nikt nie musi się zachwycać moimi zainspirowanymi u kogoś dziełami, ale kreatywnym to se można być jak się ma czas, jest się wyspanym, na emeryturze, albo w ciąży. Jak się ma dwa małe potwory, to wszystko musi być szybko, gotowe i natychmiast. Przynajmniej w moim przypadku ;)
No to se wcisnęłam jakieś tam grandma dej DIY i były same takie banalne odciski stópek, które już jakiś czas tremu przerabialiśmy, aż tu nagle zza rogu wyłania się Rosary...

źródło: Etsy

Na alledrogo znalazłam literki, a potem do nich dorzuciłam koraliki. Nie było za skomplikowanego wyboru, no i jednak jak chodzi o różańce to chyba wolę skromnie i tradycyjnie. Nie są wiec takie ładne jak ten powyżej, ale... :) No i osobiście zrobiłam krzywe pudełka ;)



Dla babci B. moich dzieci dorzuciłam imię jej mamy i jej jakże uroczych córek ;)



Dla mojej babci - córka, wnuczki i prawnuki.



Dla babci U. czyli mojej Teściowej - imiona wnuków. Nie chciałam wymuszać modlitwy za kogoś, kto wg mnie powinien tam być, a może wg mojej Teściowej niekoniecznie...
Dnia Dziadka u nas nie ma. Mamy całych dwóch facetów w rodzinie. Trochę bieda... Teraz kot będzie musiał być facetem ;)

wtorek, 19 stycznia 2016

Organizer na słuchawki

Oczywiście na zdjęciu wygląda perfekcyjnie...


źródło: TUTAJ

A jak wygląda po mojemu?



Nie dajcie się zwieść zdjęciom miszczów! Coś zawsze będzie zwisało ;) Ale spoko. Idealne zdjęcie też zrobiłam ;)


Działa świetnie :) Powód powstania? Stwierdziłam, że nie ma co czasu marnować w autobusie, albo idąc, nadrobię rekolekcje z adwentu ;) zawsze to łatwiej niż czytać książkę na stojąco...
Tylko mam dylemat... Malować? Wypalać? Oklejać? Golasa zostawić? Muszę z tym pochodzić... ;) Może złota folia do ikon? Mruuu... Całkiem jak nie dla mnie, ale czemu nie? :) Będzie pasować do wtyczki.

niedziela, 17 stycznia 2016

Turkusowo

Podobno 17 stycznia, ale nie wiem którego roku zawisł mój turkusowy obraz w kuchni. I turkus był kupiony tylko do tego jednego dzieła.


Potem stwierdziłam, że nie ma do czego więcej go wykorzystać i tak sobie leżała, leżała farbka w pudełku, aż odkryłam, że jednak jest niezbędna ;) Obstawiałam prędzej kierunek uzupełniania kuchni w akcesoria w kolorze amarantowym, a tu taka niespodzianka ;)


Najpierw pomalowałam ramkę z obrazkiem - była w kolorze ecru i nijak jej na ścianie caffe latte nie było widać. Ale był szok dla organizmu ;)


Autorkę rysunku znajdziecie TU. Nie wiem ile lat to już w mojej kuchni wisi :)
A potem miałam kupić nowy zegar, bo obecny jest zegarem stojącym i doczepioną zawieszką, ale po co nakręcać niepotrzebnie konsumpcję? Przemalowałam ;)


A potem odkryłam, że mam w (powiedzmy, że tak nazwiemy;) salonie drewnianą łychę, która fakt, że rozmiarowo pasowała idealnie w tym miejscu, ale do czego niby łycha pasuje w salonie? Pierwszy odruch był taki, że wywalam. A potem dałam jej jeszcze jedną, turkusową szansę ;) I wyszło milutko :)

[tu będzie zdjęcie łyżki! Się zrobić musi ;)]

I odkryłam, ze gdzieś w szufladzie mam fajne klamerki od Sagi. Zastrzelę się normalnie, ale w moich ukochanych zdjęciach "before - after" jestem denna, zapominam przeważnie o tym przed...


Więc sobie wyobraźcie, że klamerki były czerwone i miały znaczek Sagi. No i są teraz turkusowymi magnesami na lodówkę :)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Coś dla Niego

Po pierwsze - stary atlas i szablon.


Po drugie - serduszka. Koniecznie ze Szczecinem ;)


Po trzecie - pozaginać, popisać.


Po czwarte - najmniej zabawne - przyszyć do herbaty...


Spakować i ukryć, a potem jak nie patrzy, upchnąć w torbie ;)

I prawda jest taka, że nie wiem z czego mam większą zabawę... Z tego, że sprawię niespodziankę i zapewnię o jakimś tam lekko przykurzonym uczuciu, czy z tego, że robię takie małe cusie, których normalnie nie ma po co robić? :) Miłej trasy Racek, wracaj szybko...

niedziela, 10 stycznia 2016

Doczekał się...

Nie wiem ile lat ów Pan przeleżał w moim koszyku z wełną... Ale będzie to przynajmniej tyle ile lat ma moje pierwsze dziecko, plus minus przynajmniej pół roku ;)


A ile zajęło mi skończenie go?


2 wieczory i to bez zbędnej spinki, szaleństw i ot tak... No...


Nie wiem, czy Pan zdetronizuje Kubusia Puchatka, ale na chwilę obecną jest mocno przytulany przez sen :)

A w ogóle z okazji pierwszego wpisu w Nowym Roku, to wszystkiego dobrego :) Mój rok, jestem tego pewna, będzie rokiem porządków, kończenia pozaczynanych, tekturowych pudełek i pomponów. Trzeba sobie w końcu życie uporządkować i miło okrasić ;)