wtorek, 2 lutego 2016

Mała Mi kolejny raz :)

Dzisiaj będzie trochę rękodzielniczo, trochę nie. Bo tak mnie natchnęło po balu karnawałowym mojego dziecka... Ja rozumiem, że mamy nieciekawe czasy - wszystko szybko, czasem byle jak i żeby tylko było, niektórzy nie mają umiejętności, żeby coś zrobić samemu, ale... Kiedy zajrzałam do sali, a tam były w większości księżniczki made in hipermarket, albo pończochy naciągnięte na drut (czyt. skrzydełka wróżki, czy cholera wie czego...) no to sorry ludzie. Ale czego my (a właściwie wy/oni, bo ja się nie bardzo utożsamiam ;) uczymy własne dzieci? Od małego narzucanie roli, że kobieta to księżniczka, a facet to wojownik? Niby by było fajnie, jakbyśmy te role przekładali na życie prywatne, bo fajnie być traktowaną jak księżniczka i fajnie mieć takiego dzielnego faceta, a nie [brzydkie określenie niemęskiego samca - wstawić wg upodobania ;) ]. Ale halo? No może bez przesady? Ulubiona koleżanka mojej córki prawie zrezygnowała z bycia niesamowitym smokiem, bo koleżanki nagadały, że będą księżniczkami, to i ona chciała... Boże, ile razy czytałam podobne historie... Że dziewczynka smokami ma się nie bawić, bo są brzydkie itp. Albo nie wiem skąd się mojemu dziecku wzięło, że doktor ma być panem i koniec. Już to wyprostowałam, ale dlaczego? Mam nadzieję, że narzucania wzorców w przedszkolu nie ma... Za gender nie jestem, ale przeciw wklepywaniu stereotypów jeszcze mniej... 
Może się rodzicom wydaję, że świecąca, tandetna korona będzie lepsza niż obrokacona rolka papieru toaletowego. Że marnej jakości tiul jest lepszy od podfastrygowanej apaszki... Nie wiem... Ale jest strasznie smutne, że będzie 10 Śnieżek, 12 Kopciuszków, 15 Elz czy Ann, od biedy może jakaś Bella z książką? A zapewne najwięcej nie wiadomo czego, bo stroje z licencją droższe... Czemu nie Merida? Czemu nie Joanna D'Arc? Fiona cześć 4? Arvena? Nawet różowy Lord Vader? Czemu?...
Mnie nakierowała wychowawczyni. Bo nie miałam pomysłu. A ona nie musiała się zastanawiać :) 


No bo kim mogłoby być moje dziecko jak nie Małą Mi? Psotne, wredne, cała ona ;) Nie wiem, czemu na to nie wpadłam od razu...


W sumie stój kosztował mnie ok. 4 zł. Koszula (była cudowna ;) kupiona w ciuchbudzie przez mojego Męża (miał zakusy ją zachować dla siebie, ale nie było drugiej czerwonej ;) Kokarda z satynowej koszuli nocnej ze starych zapasów. Trochę kolor nie bardzo, ale o 23 ciuchbudy zamknięte ;)


Nawet guziki miała w kolorze jak trzeba więc odpruło się zapasowe i od rękawów, i doszyłam takie na niby, bo przecież Mi miała ich dużo :) A było to tylko ze względu na braki w czasie. Mam przecież automat do obrzucania dziurek, ale...


Mi to raczej apaszkę miała, ale ja zrobiłam taką apaszkę na niby - już widzę moje szalone dziecko z prawdziwą apaszką ;)
Wiecie ile czasu to zajęło? Łącznie może ze 3 godziny... Najgorsze dla mnie oczywiście i najdłuższe kopiowanie wykroju (Burda 1/2013 wydanie dla dzieci, koszula nocna - zamieniony tył z przodem). W niedzielę o 23 skroiłam (córka była chora, myślałam, że nie wyzdrowieje, więc odpuściłam niepotrzebnie jak się okazało...), obszyłam ręcznie dekolt, bo szkoda było mi czekać do rana na maszynę. I słusznie, bo bym się nie wyrobiła. Po odprowadzenia dzieciaka do przedszkola, zjedzeniu śniadania i przed wypuszczeniem Męża do pracy, zostało mi dokładnie 40 minut. Po zakończeniu przyszywania drugiego rękawa dostałam młodsze dziecię na rękę, Maż wyszedł ;) Warto było się zmęczyć i zestresować ;)
Na przyszły rok pomyślę wcześniej. Zobaczę w jakim kierunku dziecko będzie mi rosło, albo może trzeba samemu kierować?... Wiem tylko jedno - jeśli się nic nie zmieni, Ssak nr 2 zaliczy swój pierwszy bal w stroju Włóczykija. Z tego samego wykroju ;)

A i jeszcze taka muzyczna dygresja :)


Takich córek bardziej wam życzę, niż tych biednych, pozamykanych w wieżach... Nuda ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz